Od malowania kominów do europejskich salonów. Wysokościowy epizod z życia Donalda Tuska.

Kiedy myślimy o Donaldzie Tusku, przed oczami staje nam obraz wieloletniego premiera Polski, przewodniczącego Rady Europejskiej i wytrawnego gracza na politycznej szachownicy. Jednak zanim założył idealnie skrojone garnitury i zaczął negocjować z przywódcami mocarstw, jego codzienność wyglądała zupełnie inaczej. W latach 80. Tusk zarabiał na życie, wisząc na linach kilkadziesiąt metrów nad ziemią – jako malarz kominów przemysłowych.

Opozycjonista, który musiał utrzymać rodzinę

Lata 80. w Polsce, a zwłaszcza okres po wprowadzeniu stanu wojennego, były niezwykle trudnym czasem dla działaczy opozycji demokratycznej. Władze komunistyczne dbały o to, by osoby zaangażowane w działalność antyrządową (a Tusk działał m.in. w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów i gdańskim środowisku „Solidarności”) miały ogromne problemy ze znalezieniem normalnego zatrudnienia w państwowych zakładach.

Młody Donald Tusk miał już wtedy na utrzymaniu rodzinę. Z pomocą przyszła mu inicjatywa, która z czasem obrosła legendą – Spółdzielnia Pracy Usług Wysokościowych „Świetlik”.

„Świetlik”: Enklawa wolnego rynku w środku PRL

Spółdzielnia „Świetlik” została założona w 1983 roku w Gdańsku, a jednym z jej głównych inicjatorów był Maciej Płażyński (późniejszy marszałek Sejmu i współzałożyciel Platformy Obywatelskiej). Firma zajmowała się pracami wysokościowymi – myciem okien w wieżowcach, zabezpieczaniem antykorozyjnym konstrukcji stalowych, a przede wszystkim malowaniem ogromnych kominów fabrycznych.

Dlaczego opozycjoniści wybrali właśnie taką branżę? Z kilku powodów:

  • Brak nadzoru: Praca fizyczna na wysokościach nie interesowała zbytnio Służby Bezpieczeństwa.
  • Niezależność: Będąc spółdzielnią, mogli sami dobierać sobie współpracowników, zatrudniając wyrzuconych z pracy stoczniowców, studentów i intelektualistów związanych z podziemiem.
  • Pieniądze: Co niezwykle ciekawe, prace wysokościowe były bardzo dobrze płatne. W szarej, komunistycznej rzeczywistości pracownicy „Świetlika” zarabiali stawki, które pozwalały nie tylko na godne życie, ale i na finansowanie działalności podziemnej (np. druku nielegalnych ulotek i książek).

Polityk na linach

Donald Tusk dołączył do „Świetlika” i szybko musiał nauczyć się fachu, który wymagał świetnej kondycji fizycznej i braku lęku wysokości. Praca była niezwykle ciężka i niebezpieczna. Polegała na wspinaniu się po zewnętrznych drabinach na kilkudziesięciometrowe kominy, a następnie opuszczaniu się na linach i ręcznym nakładaniu farby w oparach chemikaliów i dymu przemysłowego.

W wywiadach po latach Tusk wspominał, że praca ta była potwornie wyczerpująca, ale dawała poczucie wolności. W przerwach między malowaniem kominów w zakładach przemysłowych na Śląsku czy na Wybrzeżu, pracownicy „Świetlika” czytali zachodnią literaturę ekonomiczną i dyskutowali o wolnym rynku.

Kuźnia gdańskich liberałów

Spółdzielnia „Świetlik” odegrała w polskiej polityce rolę o wiele większą, niż mogłoby się wydawać. To tam, w roboczych kombinezonach umazanych farbą, wykuwało się środowisko tzw. liberałów gdańskich. Wśród pracowników i współpracowników spółdzielni znajdowali się m.in.:

  • Donald Tusk
  • Maciej Płażyński
  • Jan Krzysztof Bielecki (późniejszy premier)
  • Wiesław Walendziak (późniejszy minister)

Praca w warunkach quasi-rynkowych (spółdzielnia musiała wygrywać przetargi i negocjować stawki, co w PRL było rzadkością) zaszczepiła w tych młodych ludziach wiarę w prywatną przedsiębiorczość i kapitalizm. Kiedy w 1989 roku upadł komunizm, to właśnie to środowisko założyło Kongres Liberalno-Demokratyczny (KLD) – pierwszą partię Donalda Tuska, która odegrała kluczową rolę w transformacji gospodarczej Polski.

Podsumowanie

Historia z kominami to nie tylko anegdota, ale ważny fakt, który ukształtował jednego z najważniejszych polskich polityków. Pokazuje ona, jak zawiłe i nieszablonowe bywały życiorysy ludzi, którzy w latach 80. walczyli z systemem komunistycznym, musząc jednocześnie radzić sobie w brutalnej rzeczywistości tamtych lat.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć